20121202-015707.jpg

Zdjęcie pochodzi ze społeczności I fucking love science z FB

nic prostszego

W zamierzchłej przeszłości bloga opisywałem zastosowanie tzw. substancji superhydrofobowych jako pokryć, które mogłby pomóc nam uporać się z cieknącymi (po szyjce) czajnikami. Problem jest niebłahy, jak powie Wam każdy Anglik zafrasowany wielką herbacianą plamą na kolejnym obrusie. Tłumaczyłem wówczas, czym są substancje hydrofobowe, a w skrajnych wypadkach – superhydrofobowe. Z definicji są to po prostu związki, które przez wzgląd na swoją strukturę chemiczną nie lubią wody. Dzisiaj takie hydrorepelenty są pewnie dla większości z nas codziennością: stosowane są bowiem do impregnacji ubrań wodoodpornych, i w ogóle do impregnacji czegokolwiek, co ma się wodzie opierać. Takimi związkami są też na przykład teflon oraz guma.

Temat związków superhydrofobowych powrócił rok temu, gdy opisywałem badania grupy chińskich naukowców, którzy opracowali superhydrofobowy polimer w formie proszku, który łatwo nanosić na przeróżne powierzchnie: najciekawszym chyba zastosowaniem było rozprowadzenie tego proszku po skórze dłoni, tworząc swego rodzaju rękawiczki – wspominałem wówczas o spekulacjach autorów nad…

View original post 569 słów więcej